- Witaj, mamo. Wejdź, proszę.

53
- O ile w ogóle miał przyjaciół - odezwała się Morrisette. - Nie potrzebuję pouczeń. Znam procedurę. Pracuję tu już jakiś czas, pamiętasz? Wystarczająco długo, by zebrać masę informacji o Joshu Bandeaux. - Porozmawiam jeszcze raz z tym sąsiadem, jak on się nazywał? Hubert? Może zauważył, kto wsiadł do białego samochodu. - Miejmy nadzieję - powiedziała Morrisette bez entuzjazmu, a Reed jeszcze raz spojrzał na ofiarę. Może uda mu się coś jeszcze wyciągnąć od tego sąsiada. Przy odrobinie szczęścia... Jednak zbytnio na to nie liczył. Rozdział 3 Caitlyn źle się czuła, tak źle, że musiała się zdrzemnąć, a teraz usiłowała nadrobić stracony czas... stracony czas... zawsze ten sam problem, pomyślała, wyciskając gąbkę nad wiadrem. Spieniona woda była czerwona od krwi, którą wytarła ze ścian, luster, zagłówka i dywanu w sypialni. Wyczyściła wannę i prysznic, wycierała, szorowała, skrobała, aż połamała paznokcie, a dłonie poczerwieniały i szczypały od środków czyszczących. Zdjęła firanki, wrzuciła do pralki i nastawiła płukanie. Oskara musiała zamknąć w garażu, bo zaczął węszyć i zlizywać krew z dywanu. Nie mogła znieść tego bałaganu. Przypominał jej o tym całym koszmarze. Powtarzała sobie, że wcale nie chodzi o usuwanie śladów. Nie było żadnego przestępstwa. Miała krwotok z nosa i chociaż wiedziała, że cała ta krew nie może należeć do niej, to jednak nie mogła wezwać policji. Czego się boisz? Nie odpowiedziała sobie, wylała brudną wodę do brodzika i ostatni raz przetarła kafelki. W pamięci znów odżył ten obraz. Zamarła. Papiery, dokumenty. Pozew leżący na biurku Josha. I krew... sącząca się, gęsta, czerwona krew i jego oskarżające, niewidzące oczy. - Jezu! - wyszeptała i przeszedł ją dreszcz. To był sen. Nocny koszmar. Popędziła na dół, wstawiła szczotkę i wiadro do szafki w garażu. W łazience przy gabinecie umyła ręce, nie wiadomo który już raz. Obejrzała skaleczenia, posmarowała je maścią i owinęła bandażem. Rany nie były głębokie, zwykłe niewielkie nacięcia. Boże, czemu nie pamięta, jak się okaleczała? O to chodzi, prawda? To jakaś poważna psychoza. Sama się tak zamęcza, aby zagłuszyć poczucie winy po śmierci Jamie. Czy nie tak powiedziałaby doktor Wade? Chciałaby porozmawiać z doktor Wade. Opowiedzieć jej o wczorajszej nocy. Ona by zrozumiała. Spróbowałaby pomóc. Ona... Ale jej nie ma. Opuściła cię. Wzięła urlop na badania naukowe i porzuciła cię. Zostawiła na pastwę demonów i duchów. - Nie! - krzyknęła, waląc pięścią w ścianę. Z garażu dobiegło ją ostre, zaniepokojone szczeknięcie Oskara. Spokój. Bądź silna. Na miłość boską, opanuj się albo znów skończysz w psychiatryku.
kochała cię. I to bardzo.
zwracać na siebie uwagi; do tej pory udało mi się unikać kamer, zawsze staję do nich tyłem.
– Domyślasz się, kto ci je przysłał? – Zebrała zdjęcia i arkusz papieru, pokręciła głową i
Godzinami przesłuchiwali krewnych i znajomych ofiar. Narzeczonych, przyjaciółki,
– Nie, ale...
Odniósł poważne obrażenia, był w śpiączce, przechodził intensywną fizjoterapię. Jeśli w
kamera wpadła do wody.
Shana naprawdę uważała, że Jennifer nie żyje, i to od dwunastu lat. Ten, kto wysyłał
Hayesa.
innym.
Nie mogła.
Po raz kolejny ją błagał.


niego mocno. Zapłonął w niej żar namiętności i nie potrafiła już myśleć o niczym innym, jak

Odruchowo masował nogę – bolała go od pościgu przy DeviPs Caldron. Czuł się jak
Boże, jak bardzo ją kocha, pomyślał, gdy z ołowianego nieba spadły pierwsze krople
– Może rzeczywiście powinieneś przejść na emeryturę, brać kasę i zdobyć licencję

dziwnego, że Trinidad, podejrzliwy z natury, był wyjątkowo spięty.

- Uknuli spisek? - powtórzyła pani Delacroix głosem, który mógłby roztrzaskać
- Odebrał staranne wykształcenie, prawda? - skomentowała Emma, gdy przyjaciółka
kolor, chorobliwy rumieniec złowieszczo zaczął wypełniać

– Rick Bentz – mruknęła, kręcąc głową.

Podczas gdy dziewczyna paplała z podnieceniem o balonach i serpentynach,
- Mówiłaś o tym komuś?
- Mieszkanie Caldwellów - usłyszała męski głos.